XVIII PRZYSTANEK WOODSTOCK JUZ ZA
 Szukaj |  Użytkownicy | | Rejestracja |  Zaloguj |

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy można umrzeć i żyć dalej?
Autor Wiadomość
punk_rock 
wywalacz postów
KRÓLĄTKO LANSU!!!!


Wiek: 19
Dołączyła: 05 Sie 2008
Posty: 588
Skąd: Glajwitz city xD
Wysłany: Sro 28 Paź, 2009   Czy można umrzeć i żyć dalej?

Dobra a więc sprawa wygląda następująco, jako że w moim powszechnym lenistwie jednak postanowiłam się zebrać i napisać reportaż na konkurs (który oczywiście mam zamiar wygrać :mrgreen: ) potrzebuję pomocy, a raczej informacji żeby reportaż wyglądał tak jak trzeba.

Więc tutaj moja prośba do wszystkich, kto ma jakiś pomysł, najlepiej na jakąś dłuższą wypowiedź niech napisze i proszę pamiętać że wszystko co tu zamieścicie mogę wkleić do swojej pracy.

Tak więc proszę i dziękuję za wszelaką pomoc ;-)

a ogólnie chodzi mi o to jak wiele człowiek potrafi znieść, czy wydaje się wam, że ludzka psychika może "umrzeć" z powodu tego co się dzieję, czego człowiek się najbardziej boi (chodzi też o sferę psychiki) itp.

mam nadzieję że w miarę przyswajalnie napisałam jak nie to pytajcie ;)
_________________
Gość cześć!

"Paradoksy bytu tu."




Hej hej heloł.
 
 
  Podziel się na:         
FeSTeR 
Zakurwim dęsa ?
Thrash'em All


Wiek: 26
Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 2137
Skąd: Nakło nad Notecią
Wysłany: Sro 28 Paź, 2009   

dobrze ze napisalas umrzec w "". nie moze umrzec tak doslownie ale moze sie calkowicie zlamac. przyklady sa bardzo proste. ludzie w domach psychiatrycznych.sa tam na podstawie ich traum, przezyc, wydarzen zyciowych ktore skonily ich do zamniecia sie w samych sobie bez mozliwosci wyjscia. sa p\rzciez pacjenci ktorzy ciagle gapia sie np w sciane. mysle ze wlasnie w takich przypadkach psychika "umiera" zostaje tylko sam instynkt samozachowawczy ktory pozwala egzystowac tylko na najprostszym poziomie. czyli przyjmowanie pokarmow, wody itp. i tu wlasnie powstaje dylemat. poniewaz nie wiemy czy psychika umarla czy jest w jakies stagnacji i czy da ja sie wydobyc na powieszchnie.
punk_rock napisał/a:
ogólnie chodzi mi o to jak wiele człowiek potrafi znieść
czlowiek potrafi wiele zniesc. a ile to jest wiele to zalezy tylko od indywidualnosci kazdego z nas. sa tcy co zalamuja sie kompletnie bo pies im zdechnie. ale sa tez tacy co poradza sobie po wiesci ze np jego zona i dzieci zgineli w wypadku samochodowym
_________________
YouTube
Demot
 
  Podziel się na:         
FeSTeR 
Zakurwim dęsa ?
Thrash'em All


Wiek: 26
Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 2137
Skąd: Nakło nad Notecią
Wysłany: Czw 29 Paź, 2009   

batman napisał/a:
Maksymalnie ciężkie przypadki kliniczne są najczęściej powodowane czynnikami endogennymi, np. zaburzenie w regulacji poziomów neurotransmiterów między synapsami (np. nadmiar noradrenaliny z jednoczesnym niedoborem serotoniny...)
Łot? piszcie po polsku
batman napisał/a:
To są choroby duszy
a jest dusza? ja w to watpie. to co nazywamy dusza jest czysta fizyka. polaczeniami nerwowymi w naszym mozgu. niestety tak jak napisales mozg to najmniej znany organ naszego ciala. praktyznie wiemy o nim tyle co nic. dlatego wlasnie dzieje sie tak w "Locie..." nie potrafimy tego zrozumiec, ale musimy pomagac. znaczy sienie my osobiscie tylko lekarze bo w koncu skladali przysiege. jak poznamy nasze ciala lepiej i zaleznosci miedzy mozgiem i innymi organami wtedy bedziemy mogli wskrzeszac ludzi ktorzy umarli psychicznie
_________________
YouTube
Demot
 
  Podziel się na:         
Paula 
Rozkręca sie


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Kwi 2009
Posty: 297
Skąd: Szczecin
Wysłany: Czw 29 Paź, 2009   

"Maksymalnie ciężkie przypadki kliniczne są najczęściej powodowane czynnikami pochodzącymi z wnętrza organizmu, np zaburzenia pomiędzy substancjami odpowiedzialnymi za przechodzenie impulsu nerwowego" Na pierwszym roku studiów profesor powiedział nam, że wiedzą może chwalić się ta osoba, która może w przejrzysty sposób przekazać ją drugiemu człowiekowi :roll:

A co do duszy... to wg mnie człowiek jest zwykłym zwierzaczkiem działającym na takich samych prawach. Dusza jest wytworem umysłu w celu "autopocieszenia", tak aby myśleć, że śmierć nie oznacza definitywnego końca bytu na ziemi.
 
 
  Podziel się na:         
FeSTeR 
Zakurwim dęsa ?
Thrash'em All


Wiek: 26
Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 2137
Skąd: Nakło nad Notecią
Wysłany: Sob 31 Paź, 2009   

dzieki za spolszczenie Mss von777
_________________
YouTube
Demot
 
  Podziel się na:         
Niez 
Junior Admin


Wiek: 22
Dołączyła: 14 Sie 2008
Posty: 1147
Skąd: ciągle w drodze
Wysłany: Nie 01 Lis, 2009   obiecałam Jogodzie to wpisuję :)

to chyba taki stan,w którym nie reaguję na żaden bodziec,który wcześniej wywoływał emocje.Jest się chodzącym zombie.Lub kiedy wszystko robi się w afekcie.Kiedy się nad sobą nie panuje.Kiedyś wpadłam w taki szał,który trwał długo i bardzo mnie zmienił.Jest takie zaburzenie,w którym jedna czynność/rzecz/kontakt wywołuje emocje pozytywne i negatywne jednocześnie,wszystko robi się powoli i niekonsekwentnie.Stojąc z nożem w dłoni w tej samej chwili chce przytulic moja "ofiarę",szczerze się uśmiechając płaczę.Przekomicznie musiałam wyglądać:)
umiera sie tez kiedy wszystko jest obojętne i trwać to może,dzień i może kilka miesięcy.Nie można poczuć tego co się dzieje wokół. Brak jakichkolwiek reakcji na potrzeby,słowa,dotyk etc.jest stanem,który trwa i zmienia.Pojawia się rzecz,przypadek,coś nagłego,co wywraca życie do góry nogami,coś co jest od nas niezależne,bo w innym przypadku jakoś się można na to przygotować.może to być tez ciąg zdarzeń,który pogłębia ten stan coraz bardziej.
wiąże się to dla mnie ze zmianami i to dużymi.
zostały we mnie tez rzeczy,które kojarzyły mi się z "tym" i uniewrazliwily,na późniejsze relacje.
każda poważna rozmowa kończyła się po pięciu godzinach o trzeciej nad ranem i niczego nie zmieniała,dlatego teraz zamiast pieprzyc o rzeczach,które jest trudno zmienić słowem,streszczam się do jednego zdania,albo listu.cos tam umarło i nie zrobię już tego,co kiedyś lubiłam,czy uważałam za sensowne i to nie dlatego,ze wiem,ze to nic nie da,bo lubię rozmawiać,ale teraz po prostu nawet nie czuje potrzeby,żeby ważne sprawy obgadać.
do tego wolę samotność i spokój,a kiedyś to było nie do pomyślenia
trzeba by może tez stracić pamięć,żeby rzeczywiście żyć na nowo.ale o tym nie chce mi się pisać i nawet nie o to Ci chodzi.zresztą śmierć zmienia,ale nie o wszystkim pozwala zapomnieć.
niektórzy mówią po wypadkach,próbach samobójczych etc,ze umarli,ale żyją dalej,z tym,ze uznają to za zupełnie inne życie,nowe,jakby na sile zmieniali wszystko co było wcześniej.Jak synka zona zostawi,to wyjeżdża w pizdu,zacząć nowe życie,wmawiając sobie,ze zostawił wszystko za sobą i jest innym człowiekiem,ale bez śmierci nie jest to możliwe.takie zmiany wiążą się z emocjami,traumami,jakiekolwiek by one nie były.Ze umiera coś złego,a zaczyna się coś dobrego i ten synek sobie wmawia to drugie
,żeby człowiek się zmienił i zmieniło się jego życie musi dostać odpowiednia dawkę emocji lub ich kompletnego zaniku,fizycznie to nierealne.znów popełni ten sam błąd,bo jest tym samym człowiekiem,którego tylko coś zabolało.
za to w psychiatrykach można spotkać takich,co nie żyją swoim życiem,i wtedy chyba każdy umiera,kiedy nie jest sobą,nie myśli za siebie,kocha i cieszy się prochami
kiedy nie robi tego co kocha.Apatia rządzi.
to nie jest życie.
człowiek umiera kiedy jest taki jak wszyscy,traci swoja odrębność,wyjątkowość,np dziewczyna która świat miała w dłoni,nagle dzieci,obiady,siniaki,gwałty i jedyne co robi to gotowanie,dawanie dupy i sprzątanie.Czy ona żyje? i czy może umrzeć skoro nie żyje?a może to agonia?hmm.. umarła,ale nie żyje dalej i chyba nie chce skoro nic nie robi?trudno dać przykład,bo to coś co się dzieje w sercu,myślach,albo brak dziania się.
Mimo wszystko powód naszej śmierci gdzieś w nas zawsze zostaje.Nie znam nikogo kto perfekcyjnie wymazuje z pamięci wszystko czego nie potrzebuje.chociaż..w sumie znam kilku ludzi,którzy chyba nie maja uczuć.

poza tym nabijamy doświadczenie przy umieraniu na najwyższym levelu.umieranie jest dobre,o ile się w końcu skończy,od czegoś uwolni.Ja już niczego się nie boję w relacjach z innymi,a kiedyś było inaczej..to wiec dobrze.
potem ten stan się kończy i coś się zmienia,ale to nie my to zmieniamy,jak ktoś jest innego zdania to powinien dostać nobla za panowanie nad uczuciami.nawet by mi sie teraz taki ktoś przydał,szkoda,ze nie istnieje.
no..coś musi się zmienić inaczej przypadki jak tej panienki to wieczny stan agonalny.
ale może być tez odwrotnie kiedy jest źle,można umrzeć z powodu zaskoczenia,np dostania spadku po cioci z ameryki,albo jeśli obudzi się ze śpiączki ktoś bliski..taka osoba normalnie żyje i czuje ale przychodzi bum i wszystko się zmienia,a objawy takie same-nie wiadomo co ze sobą zrobić.
chociaż samemu tez można doprowadzić się do takiego stanu,jakby kto potrzebował,a sam nie umiał,to ja chętnie pomogę ;D

wiem,urzekła cie moja historia :-P
_________________
staber_dg napisał/a:
Oczywiście podkreślam,że to tylko moje zdanie..
 
 
  Podziel się na:         
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group