Z kobietami w życiu jest cholernie ciężko.
Na wiosnę poznałem zaje...stą dziewczynę, dałbym sobie za nią rękę uciąc.
Starałem się dać z siebie wszystko, nie tylko materialnie ale i duchowo, po pewnym czasie wszystko zaczęło się wypalać.
Spostrzegłem że czym więcej daje, tym ona się mocniej rozbestwia i więcej chce.
W końcu odpuściłem sobie, zacząłem wymagać, i co ?
I stałem się wrogiem publicznym nr 1.
Mając za sobą już wiele związków zauwązyłem że podstawa jest 2-stronna współpraca.
Jezeli jedna strona angazuje się zbyt duża to po pewnym czasie na 2ga półowka pzrestaje to doceniac.
Pozdrawiam madre dziewczyny ;)
Czyli mam rozumieć że angaż i staranie się nie ma sensu ??
Hmm..jakby to wytłumaczyć. To nie chodzi o to żeby się nie starać w ogóle i mieć wszystko w d*pie za przeproszeniem, ale jak we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Jak dla mnie facet, który pokazuje, że zrobi dla mnie wszystko jest spalony (jak powiem, że ma stanąć na głowie to też stanie? - przenośnia oczywiście). Angażowanie się ok, ale tylko jeśli dwie strony są zaangażowane. Poza tym takie dawanie z siebie wszystkiego od razu powoduje po jakimś czasie nude i brak jakiegokolwiek zaskoczenia. Przykładowo..kupujesz lasce kwiaty raz na jakiś czas ( bez okazji) to jest mile zaskoczona a kupujesz co drugi dzień czy raz w tygodniu to się do tego przyzwyczaja i już jej to tak nie cieszy. Nawet jeśli się bardzo w coś angażujesz to nie pokazuj tak od razu tego.No, ale to tylko takie moje podejście..
_________________ życie nie pieści, pieśćmy się sami
zero smutków, zero złości, wy***ane po całości ;)
Uwaga!Wszystkie linki, które tu wklejam otwieracie na własną odpowiedzialność :P
A ja jeszcze dodam, przynajmniej w moim przypadku tak jest nie wiem jak u was, że jeśli jesteśmy ze sobą niedługo, można powiedzieć ze dopiero się tak naprawdę poznajemy i facet daje z siebie 150% żeby mnie do siebie "przekonać" to nie ma szans. Prędzej się nim zerzygam niż zainteresuje. Lepiej żeby dawał 70% i mnie zaintrygował, jest o wiele ciekawiej i przyjemniej :) To tak a propos złych początków, gdy niektórzy chcą zrobić dobre wrażenie a wychodzi zupełnie na odwrót.
zdecydowanie spontaniczność.
ponadto, ja dużo bardziej sobie cenię posiadanie w chłopaku przyjaciela, z którym wiem, że mogę się dobrze bawić i zwyczajnie, po ludzku "poświrować". Nie wiem, jak do reszty obecnej tu płci pięknej, ale do mnie nie przemawia model pary, która czule patrzy sobie non stop w oczy i nie potrafi przestać na sobie wisieć:) to jest urocze, ale... co za dużo, to nie zdrowo.
co myślicie?
w mojej szkole jest to dość popularny typ - czasem aż głupio patrzeć.
Nie wiem, jak do reszty obecnej tu płci pięknej, ale do mnie nie przemawia model pary, która czule patrzy sobie non stop w oczy i nie potrafi przestać na sobie wisieć:)
Również nie lubię zbytniego "wiszenia na sobie". Wybaczam związkom młodym stażem, bo oni muszą się nacieszyć swoim towarzystwem, ale mimo to wolę jak wśród innych hamują swoje popędy. Moim mężczyzną może być jedynie facet, który ma nieźle nasrane we łbie, jest bardzo rozrywkowy i bawi go moje poczucie humoru. Może nie mieć w sobie za grosz romantyzmu, bekać, pierdzieć i śmiać się ze mnie, musi mieć za do dystans do siebie i Świata.
Wiek: 17 Dołączyła: 28 Mar 2011 Posty: 42 Skąd: Snikąt.
Wysłany: Czw 26 Sty, 2012
Denerwują mnie związki moich rówieśników. Para poznaje się na imprezie, jest alkohol, powiedzmy że się całują i potem wychodzi z tego półtoraroczny związek, którego pierwsza połowa to kizi-mizi, love forever, bla bla bla, druga połowa to ciągłe kłótnie i obrabianie dupy przy przyjaciołach, a potem płacz i zdziwienie, "co zrobiłem/am nie tak?".
Ja wolę poczekac aż spotkam faceta, który najpierw stanie się dla mnie przyjacielem, będzie mnie naprawdę dobrze rozumiec, a dopiero potem można się pokusic o coś więcej. I nie ważne ile będę czekac. Nic na siłę.
Ostatnio coraz więcej tych par z dłuższym stażem w gronie moich znajomych się rozpada i już zaczynają mnie irytowac moje wiecznie zapłakane koleżanki.
_________________ "Bliskim mów,gdyby pytali,
że chwilowo zmieniałam adres,
że w niebie leczę duszę z silnego przedawkowania rzeczywistości..."
Ja wolę poczekac aż spotkam faceta, który najpierw stanie się dla mnie przyjacielem, będzie mnie naprawdę dobrze rozumiec, a dopiero potem można się pokusic o coś więcej. I nie ważne ile będę czekac. Nic na siłę.
Też jestem tego zdania... Według mnie związek powinien się opierać na przyjaźni po to żeby umieć ze sobą szczerze porozmawiać a nie tylko jak to ujęła już wyżej Katasza "kizi mizi"..... Bo takie coś wcześniej czy później się i tak rozpadnie....... Po drugie w czasie zaprzyjaźniania poznajemy lepiej drugą osobę i wiemy czego możemy się po niej spodziewać i czy faktycznie chcemy być z kimś takim a nie tak na szybko z ledwo zapoznanym gościem o którym praktycznie nic nie wiadomo.......
wiazek!! jezeili kobietka kocha mnie i ja kocha ja to jest slub!!!!!!!!!!
Milość sprawia,że rosną ci skrzydla zdolne ponieść w każdy zakątek na tym świecie,a ty wybierasz...urząd lub kościól? Ale oka,wy wybieracie-wy decydujecie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum